Von P. K. Sczepanek



Download 1.28 Mb.
Page96/114
Date21.01.2021
Size1.28 Mb.
1   ...   92   93   94   95   96   97   98   99   ...   114
Dworzec w Katowicach był jak na owe czasy reprezentacyjną i nowoczesną budowlą. Tutaj miał swój punkt węzłowy ten odcinek Kolei Warszawsko - Wiedenskiej, który z Katowic prowadził przez granicę do Sosnowca. Ów skrót trasy z Katowic do Sosnowca był katastrofą dla Mysłowic, czynił bowiem wielki uszczerbek miastu, przez które do roku 1854 prowadziło jedyne i wyłączne połączenie kolejowe z Rosją i Austrią.

 Oprócz Kolei Górnośląskiej Górny Śląsk posiadał prywatną linię kolejową Tarnowskie Góry

- Opole, prowadzącą przez dosłownie bezludne tereny, tak nieudolnie zaprojektowaną, że nie była zdolna stad się konkurencją dla Kolei Górnośląskiej i z tej racji nigdy nie otrzymała zezwolenia na dalszą rozbudowę. Podług pierwszych liter nazwy wymalowanych na wagonach kolejowych: O.S.E. i O.TE.

zwano obydwie linie kolejowe „Och, słodki wynalazku” i „Och, tragiczny wynalazku” .

(4 -  Nie do konca przetłumaczalny żart - w oryginale „On felige Grifindung”

Und „On traurige Grifindung”)

 Z Katowic prowadziła również Kolej Wilhelminska na południe przez Mikołów, Rybnik do Raciborza.Te linie kolejowe były jedynymi na całym obszarze Górnego Śląska. Kolej Górnośląska rozdzielała sięw pobliżu twierdzy Koźle i prowadziła na wschód przez Gliwice do Katowic, a na południe przez Racibórz do Bogumina.

 Jeśli z huty „Wilhelmina”  skierowało się kroki na wschód, w stronę Mysłowic, to przechodziło się obok zakopconych familoków, w których mieszkali pracownicy huty oraz obok kilku domów urzędniczych i biur. Potem było otwarte pole, a po lewej droga prowadząca do Szopienic, należąca do dominium. Po prawej, w sporym zagłębieniu, leżała osada Stawiska, złożona z kilku zagród chłopskich, pomiędzy którymi płynął potok Bolina. W potoku, jak mówiono, niedaleko mostu drogowego mieszkał utopiec. Był to w owych czasach wygodny sposób na to, by zabronic kąpieli w miejscach niebezpiecznych. Wystarczyło rozpowszechnic wieśc o pojawieniu się utopca, by tak młodzi, jak i starzy omijali je kołem.

 Szosa wznosiła się potem dośc stromo na płaskowyż, na którym leżą Mysłowice. Po jej prawej i lewej stronie znajdowały się głębokie kamieniołomy, dawno już opuszczone. Nigdzie w pobliżu nie było ani jednego domu, a ze wzniesienia roztaczał się poprzez tory Kolei Górnośląskiej szeroki widok w głąb Polski. Po lewej stronie wzrok zatrzymywała

10.


huta „Amalia”  koło Mysłowic. Gdy w letnią noc jechało się ową szosą, z tamtej strony, od Polski, niosło się melancholijne echo trąbek sygnałowych dróżników (znacznie później te sygnałówki wprowadzono również na Kolei Górnośląskiej). Na prawo tuż za kamieniołomami droga prowadziła do Janowa. Przed Mysłowicami, na tej samej wysokości, przecinało się Kolej Górnośląską. Na lewo widac było wtedy domy przedmieścia na Piasku, idąc dalej mijało się wyniosłe zabudowania nowo wzniesionego szpitala Spółki Brackiej, którym zarządzał dr Amende. Tuż za szpitalem po lewej stronie na skrzyżowaniu drogi prowadzącej z Szopienic przez Piasek do Mysłowic stał mały, ośmioboczny kościółek pod wezwaniem św. Krzyża. Na prawo szereg stodół ciągnął się aż do pierwszej gospody w Mysłowicach zwanej w języku ludu „Ostatnim Groszem”.

Droga prowadziła tu nieco w dół, choc po lewej stronie teren dźwigał się dośc stromo. Tam na wzniesieniu stał w parku zamek. Idąc cały czas przed siebie drogą, można było dojśc do kościoła katolickiego, otoczonego murem, kierując się obok niego w lewo zaś, docierało się do rynku. Chcąc dojśc do dworca, trzeba było przejśc w prawo. W dolinie rósł lasek, przez który dochodziło się do Słupnej i dalej do miejsca, gdzie u zbiegu Czarnej i Białej Przemszy stykały się ze sobą trzy granice: Prus, Rosji i Austrii. Mysłowice (jak na owe czasy) sprawiały dośc dobre wrażenie. Wielki rozkwit przyniosła miastu wojna krymska (1853-1856), gdyż Rosja większą częśc swoich potrzeb mogła wtedy realizowac wyłącznie za pośrednictwem

 linii kolejowej prowadzącej przez to miasto. Dzięki bliskości granicy rosyjskiej i austriackiej w mieście panował spory ruch, zwłaszcza w dni targowe.

 Ta w wielkim skrócie naszkicowana okolica była cały światem, w którym się żyło, a Mysłowice jego stolicą, w której wszystko się ogniskowało. Szło się tu pieszo lub jechało wozem, gdy trzeba było coś załatwic. Najbliższe gimnazjum znajdowało się dopiero w Gliwicach. Ze szkół fachowych była tylko jedna górnicza w Tarnowskich Górach. Najbliższy garnizon kawalerii stacjonował w Gliwicach. Stało tam kilka szwadronów pułku ułanów, tzw. kozaków odrzanskich. Pozostałe szwadrony rozmieszczono w Pszczynie, a że wtedy z tym miastem nie było jeszcze żadnego połączenia kolejowego, leżało ono, by tak rzec, poza wszelkim ruchem. Garnizon piechoty znajdował się dopiero w Koźlu.

 Najbliższą dla mnie szkołą była katolicka szkoła ludowa w Roździeniu. Tak naprawdę uczęszczałem do niej zaocznie, gdyż nauczyciel pomocniczy, adiuwant, był moim nauczycielem domowym. Przychodził po południu, po zakonczeniu lekcji około 16.00 do naszego mieszkania i tu zwykle blisko dwie godziny uczył mnie. Przedpołudnia spędzałem na ogół w szkole, by mu pomagac w lekcjach. Od czasu doczasu pilnowałem dzieci. O ile wiem, w całym budynku istniały dwie wielkie sale lekcyjne. W jednej uczył starszy nauczyciel, w drugiej adiuwant. Przy wielkiej liczbie dzieci uczono na zmianę tylko przez pół dnia, naturalnie w języku polskim. Samo odczytanie listy, w której zapisane były nazwiska

wszystkich dzieci, zajmowało zwykle z pół godziny. To czytanie listy i zaznaczanie, kto jest obecny, należało do moich obowiązków, gdyż adiuwant był równocześnie pisarzem gminnym i w związku z tym miał mnóstwo innej pracy pisemnej.

 Gdy w Mysłowicach był targ na bydło i ludzie, którzy przyprowadzali swoje krowy na sprzedaż przychodzili po zaświadczenia, że pochodzą one z miejsca ich zamieszkania, pisarzowi gminnemu oczywiście przybywało zajęc. Te „bydlęce” paszporty były niezbędne. Okazywano je patrolującym targowisko urzędnikom celnym jako świadectwo, że bydło nie zostało przeszmuglowane przezgranicę. Ale adiuwant miał masę pracy również z zapisywaniem kontraktów i innymi publicznymi dokumentami. Dzieci uczęszczały do szkoły, jak to wynikało z listy obecności, dośc nieregularnie, a  ich zasób wiedzy był ograniczony.

Nie wychodziły zbyt dale o poza umiejętnośc czytania i pisania i tylko, gdy groziła kontrola ze strony inspektora szkolnego, nauczyciel brał klasę nieco do galopu. Cały materiał

pomocniczy do nauki - czytanki, elementarze , tabliczki łupkowe, zeszyty dawała szkoła. Środki na topotrzebne pochodziły z „funduszu wolnego kuksa”.

Adiuwant był wielkim oryginałem. Pomalował na przykład na zielono wszystkie meble w obu pokojach, które zamieszkiwał na poddaszu szkoły, gdyż podobno kolor zielony był zdrowy dla oczy i tylko fortepian zachował swoją politurę. W nauce czytania, polegającej najczęściej na powtarzaniu liter, pokazywanych dzieciom na wielkich kartonowych tablicach, potrafiłem go po pewnym czasie zastąpic. A dzieci bardzo te lekcje lubiły, gdyż miałem psa, gatunek teriera, który oczywiście siedział obok mnie na katedrze i od czasu do czasu robił różne sztuczki.

 11.

W jednym z pierwszych dni stycznia 1861 roku ojciec po południu wrócił do domu i powiedział: - Król nie żyje, jego następcą został książę regent. Moja matka bardzo się przestraszyła i zawołała:  - Mój Boże, to znaczy, że będzie wojna! Za każdym razem, gdy umiera król, zaczyna się wojna!



 Ojciec starał się matkę uspokoic i wybic jej z głowy ten wojenny lęk, ale matka miała niestety rację. Było nam dane przeżyc jeszcze tylko kilka miesięcy pokoju. Potem mieliśmy tam na dole, tuż przy austriacko-rosyjskiej granicy, w najbardziej na wschód leżącym zakątku Śląska poznac wojnę w każdej z możliwych jej postaci.

 
12.





Share with your friends:
1   ...   92   93   94   95   96   97   98   99   ...   114




The database is protected by copyright ©essaydocs.org 2020
send message

    Main page