Von P. K. Sczepanek



Download 1.28 Mb.
Page100/114
Date21.01.2021
Size1.28 Mb.
#101718
1   ...   96   97   98   99   100   101   102   103   ...   114
ZOBACZ TAKŻE Poruszenie (05-08-11, 12:07) Droga do prawa (26-07-11, 12:21) Śpioch zła (16-07-11, 23:47)

SERWISY Felietony Kutza i Smolorza

Po raz pierwszy komisja zajęła się z urzędu prawną problematyką Górnego Śląską, bo dotąd omawiano (zgodnie z prawem) wyłącznie problematykę mniejszości niemieckiej. Teraz na tapetę wniesiono interesy Ślązaków-Polaków, którzy domagają się wsparcia swojej inności; ratowania i pielęgnowania swojej regionalnej kultury. Śląszczyzna jest kulturą staropolską, z naleciałościami kultury czeskiej i niemieckiej. W Europie jest takich kultur wiele, zwłaszcza na pograniczach, i dziś są przez prawa unijne szczególnie chronione.

Nasza ustawa z 2005 roku o mniejszościach narodowych i etnicznych, językach regionalnych, jest taką ustawą i funkcjonuje całkiem nieźle, ale pominięto w niej odmienność etniczną Śląska i jego mowę. Jest pytanie - dlaczego? Dlatego, że aktualna racja stanu państwa polskiego zajmuje negatywne stanowisko do śląskiej tożsamości; jest mechanicznym przejęciem asymilacyjnych praktyk II RP. Przedwojenne państwo (po zamachu majowym) przybrało charakter autorytarny i w konstytucji z 1934 roku zlikwidowano wszystkie etniczne i prawne aspekty autonomii śląskiej. Co to w praktyce oznaczało? Ano to, że Ślązaków nie dopuszczono bezpośrednio do ojczyzny, tylko ich polonizowano, jakby byli obcym, zgoła germańskim szczepem. Ów przedwojenny "autorytaryzm" w znacznym stopniu trwa do dziś, czego dowodzi ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych, i potwierdza go - o zgrozo! - nie tak dawny komunikat Jarosława Kaczyńskiego o "zakamuflowanych Niemcach".

W zaistniałej sytuacji posiedzenie komisji stało się więc testem na aktualny stan rzeczy, czyli rząd. Odpowiedź jest jedna i jest wyrokiem: nadal nie ma woli politycznej, aby uznać tożsamość śląską i dać Ślązakom, co w dzisiejszym świecie najważniejsze, poczucie, że są u siebie. A przecież w tej prostej konstatacji mieści się najważniejszy obowiązek państwa! Zwłaszcza państwa demokratycznego - czyli prawnego - za jakie Polska uchodzi. A jest inaczej, bo mamy przecież do czynienia z zakamuflowaną formą dyskwalifikacji paru milionów obywateli tylko dlatego, że urodzili się w tym, a nie innym miejscu.

Dziś nie jest to już sprawa kompleksów, takich czy innych krzywd, a domaganie się konieczności uregulowania istniejącej egzystencji. To ważne dla wszystkich mieszkańców Śląska, skąd by nie przybyli, a się tu zakorzenili. Tu idzie o kondycję duchową obywateli. Powiem więcej: to jest dobry interes dla wszystkich mieszkańców Górnego Śląska w jego dzisiejszych granicach. I jest do załatwienia! Nawet jak na placu boju zostaną Marek Plura, Danuta Pietraszewska i ja, to jeśli wejdziemy do przyszłego parlamentu, będzie to priorytet naszego działania.

Spójrzmy na sprawę szerzej. Górny Śląsk ma w Warszawie bardzo słabych reprezentantów we wszystkich ogniwach władzy i administracji. Ma tylko jednego ministra (wspaniałą minister Bieńkowską) i jednego wiceministra, a wielka grupa parlamentarzystów, największa w Polsce, nie stworzyła regionalnej grupy lobbingowej. Nic, i mierzwa. Zalogowani w partyjnych koneksjach nie przejawiali zorganizowanej i realizacyjnej grupy interesów swoich wyborców. Mógłbym z biedą podać nazwiska pięciu posłów, którzy zasługują na miano aktywnych dla Śląska. A przecież jest parę spraw, które mają wielkie znaczenie dla wszystkich mieszkańców, takich jak metropolia, rewitalizacja przestrzeni industrialnych, walka z biedą, kultura wyższa czy ochrona wielkich talentów, a także nowelizacja ustawy "etnicznej", bo to gwarancja 50 milionów złotych rocznie na edukację i kulturę oraz na pobudzenie instynktów społecznych! Dlatego każda droga, która prowadzi do poprawienia egzystencji człowieka na Górnym Śląsku, jest na wagę złota. Dla mnie, posła niezależnego, pozapartyjnego, przestrzeń do działania w Sejmie jest bardzo ograniczona. W bezmożności działań posłów na rzecz Śląska poseł Marek Plura (PO) uzyskał zgodę swojej partii na podjęcie szczątkowej nowelizacji ustawy dotyczącej języka regionalnego. Poseł zadał sobie wiele trudu, a trwało długo, by rzecz przygotować rzetelnie.

Niepotrzebnie, bo przedstawiciel ministra spraw wewnętrznych, który w zgodnie z procedurą zabiera na komisji głos jako pierwszy, radykalnie projekt odrzucił. Rząd poszedł "na głupiego", powiedzieć można, i wystrychnął nas na dudka. Albowiem zwrócił się o opinię do językoznawców Polskiej Akademii Nauk, a ci autorytatywnie orzekli, że nie ma czegoś takiego jak śląski język. I szlus! Zostały całkowicie zlekceważone opinie zamówione przez Biuro Analiz Sejmowych u autorytetów naukowych w dziedzinie problematyki śląskiej - prof. Jolanty Tambor (UŚ), prof. Marka Szczepańskiego (UŚ) i prof. Bogusława Wyderki (UO).

Pani prof. Jolanta Tambor, interpretując "Europejską kartę języków regionalnych lub mniejszościowych", która wprowadza pojęcie "języka regionalnego", stwierdza: "Język regionalny jest kategorią prawno-polityczną, nie mają wobec niego zastosowania ustalenia językoznawcze. Językoznawcy i ich stwierdzenia mogą pełnić wyłącznie funkcję pomocniczą". Albowiem za "językiem regionalnym" stoi olbrzymi kontekst społeczny i historyczny regionu, jego etniczna odmienność, którego częścią składową jest język "używany na terytorium danego kraju tylko w pewnych sytuacjach ( ) stanowiących integralną część każdego państwa. Nie jest w żadnym wypadku zagrożeniem dla języka oficjalnego, urzędowego, państwowego".

Ślązacy od średniowiecza przez wieki i dziś znów muszą postawić dramatyczne pytanie: KAJ MY TO SOM?!
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice


Download 1.28 Mb.

Share with your friends:
1   ...   96   97   98   99   100   101   102   103   ...   114




The database is protected by copyright ©essaydocs.org 2022
send message

    Main page